Dzień Mamy

Dzień Mamy

Chciałabym, żeby macierzyństwo było jak chwila złapana w tym słonecznym kadrze. Moje w większości niestety nie jest. Zamiast radosnej zabawy nad bajecznie błękitnym morzem, podczas gdy pachnący, ciepły wiatr rozwiewa włosy, często przypomina raczej wyprawę z ciężkim plecakiem w góry. I to bynajmniej nie w nasze pagórkowate Beskidy, ani nawet nie w trochę wyższe Tatry, a bardziej w same Himalaje. Sporo czasu zasuwa się pod górę w pocie czoła, nie widząc nawet końca tej mordęgi (gdy ktoś mówi, że sama przecież tego chciałam, przyznaję – tak, chciałam – co nie znaczy, że kocham ciężkie podejścia), a chwile jak ta ze zdjęcia są miłymi wypłaszczeniami z pocztówkowymi widokami, czy polankami, na których można choć trochę poleżeć w trawie i złapać oddech, ciesząc się pachnącym wiatrem i zimnym napojem z plecaka.

Najbardziej w tym wszystkim obawiam się jednak nie tego, ile jeszcze drogi przede mną, ale tego, że macierzyństwo przypomina wyprawę w góry, chyba nawet bardziej z jeszcze innego powodu: bo czy gdy osiąga się szczyt, nagle, w jakiś magiczny sposób, wspomnienie drogi nie wydaje się być super frajdą, a jedyną myślą kołaczącą się w głowie nie jest „ja chcę jeszcze raz!”?

Wszystkim cudownym mamom, dźwigającym codziennie swój plecak na ten najpiękniejszy szczyt, od którego zdobycia dużo wspanialsza jest sama droga, życzę dużo siły, jak najmniej stromych podejść i wielu słonecznych chwil, które czynią całą tę przedziwną ekspedycję wartą zachodu.

Wspaniałego dnia :)

Polub stronę
Majówka na Cyprze

Majówka na Cyprze

Pomysł wyjazdu na Cypr pojawił się spontanicznie, oczywiście w związku z tanimi biletami w tym kierunku. Alternatywą była Malta, na której też nigdy wcześniej nie byliśmy i nawet nie myśleliśmy, że moglibyśmy chcieć się tam wybrać, ale ostatecznie terminy lotów na Cypr pasowały nam bardziej. Mimo, że wpisy blogerów podróżujących rodzinnie, którzy byli tam tuż przed nami: Podróże Hani oraz Na koniec mapy, bardzo zachęcały, nie spodziewaliśmy się zbyt wiele i pewnie dlatego spotkało nas tam tyle pozytywnych zaskoczeń, więc jeśli ktoś spyta mnie czy wyjazd na Cypr na majówkę jest dobrym pomysłem, odpowiem, że jak najbardziej!

Co nas zaskoczyło? Po pierwsze to, że poza terenami wysuszonymi na wiór, było ogromnie dużo zieleni! Masa kwiatów, pomarańcze na drzewach, soczyście zielone góry i całkiem wartko płynące górskie rzeczki – wszytko to sprawiło, że cypryjską wiosnę odebraliśmy jako nadspodziewanie piękną i kolorową. Dwa, nasza majówka to jednak okres poza sezonem, czy sam jego początek, więc nie było jeszcze tłumó(na plaży poza nami nie raz gościła jedynie garstka osób!). Przekładało się to oczywiście dostępność i ceny noclegów, wynajmu samochodu i pewnie jeszcze kilku innych rzeczy. Dużym zaskoczeniem była różnież serdeczność mieszkańców wyspy i brak jakiejkolwiek nachalności z ich strony wobec turystów, ale nie wiem czy ta przyjazna atmosfera nie kończy się z dniem nadejścia wysokiego sezonu. Jeżeli chodzi o temperatury to też jak najbardziej na plus: było ciepło, ale rzadko upalnie (zazwyczaj w okolicach 26 stopni), przy czym niestety zdarzał się chłodny wiatr i kilka razy padało, jednak były to gwałtowne, przelotne deszcze. Woda w morzu (którego niewiarygodnie błękitna barwa nadal nie przestaje nas zadziwiać) miała około 20 stopni, więc kąpaliśmy się wchodząc bez specjalnego bólu, ale nie będę kłamać, że pierwszy moment był metafizyczną przyjemnością ;)

Podsumowując: Cypr na majówkę był strzałem w dziesiątkę. Tydzień, mimo że jest to niewielka wyspa, to może odrobinę za krótko, ale i tak udało nam się sporo zobaczyć (o czym więcej oczywiście w kolejnych postach), odpocząć, zjeść niezliczoną ilość przepysznych lodów, a przede wszystkim poczuć lato i naładować baterie :)

02.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

03.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

06.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

07.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

08.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

05.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

04.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

09.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

10.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

11.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

12.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

14.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

13.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

15.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

Polub stronę
Żeby nie schrzanić…

Żeby nie schrzanić…

Kochałam w dzieciństwie takie chwile. Może nie nad niemożliwie błękitnymi cypryjskimi wodami, ale nad Bałtykiem, czy na Mazurach. Oczywiście z rodzicami. Cały rok czekałam na te wspólne wyjazdy. W chwilach jak ta, zastanawiam się na co on będzie czekał, gdy już zacznie marzyć (a może już zaczął?), gdzie zechce się wybrać, gdy dorośnie. Może gdzieś na koniec świata, a może właśnie… nigdzie. A co jeśli uzna, że wszędzie już był, więc nic go teraz nie zaskoczy, nie ucieszy? To nasza rola, żeby zainteresować go światem, pokazać, że jest ciekawszy niż ekran smartfona, a może nawet uchronić go przez znudzeniem i zblazowaniem, które zdarza mi się obserwować u, wydawać by się mogło, najszczęśliwszych ludzi na ziemi. I gdy siedzę tak tuż za nim, przesypując w dłoniach rozgrzany słońcem piasek, nie przestaję myśleć: jak to u licha zrobić?!

Polub stronę
Nad brzegami Sekwany

Nad brzegami Sekwany

Po obejrzeniu jednego z moich ulubionych filmów „Przed Zachodem Słońca”, który jest drugą częścią chyba najciekawszej romantycznej trylogii świata, postanowiłam sobie, że jeśli kiedyś będę w Paryżu, to koniecznie na dłuższy moment wybiorę się nad Sekwanę. Marzyłam, żeby prowadząc szalenie intelektualne rozmowy przyglądać się przecinającym ją mostom, pływającym po niej łodziom i ludziom, którzy na co dzień żyją nad jej brzegami. Zresztą, zawsze gdy jestem w mieście przez które płynie coś większego od strumyka, niesamowicie mnie tam ciągnie. Może to dlatego, że mieszkam w górach i czas nad wodą był dla mnie zawsze czasem najlepszym, wyczekanym, bo wakacyjnym, a może mam jakiś specyficzny gen, tak czy inaczej drzemie we mnie wieczna tęsknota do wpatrywania się w wodę. Choćby i miejską. Ta, płynąca przez centrum Paryża – powiedzmy sobie szczerze – na pewno do krystalicznie czystych i pachnących lasem nie należy, ale zupełnie nie przeszkadzało nam to spędzić nad nią całkiem romantycznych chwil.

Przejść się z Najlepszym Na Świecie Kompanem brzegiem Sekwany, pomachać wspólnie nogami nad jej wodą, bez pośpiechu posłuchać ulicznego grajka i patrząc na zachód słońca spróbować paryskich pieczonych kasztanów… to właśnie jest moje szczęście :)

02.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

03a.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

04.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

05.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

06.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

07a.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

08.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

09.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

10.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

Pierwszy wypad bez Maleństwa, ale nie bez dziecka

Pierwszy wypad bez Maleństwa, ale nie bez dziecka

W Paryżu mieliśmy zaszaleć we dwoje, a wyszło jak zwykle ;) Całonocne imprezy, nowe smaki, śmierdzące sery, a przede wszystkim fantastyczne francuskie wina okazały się być atrakcjami raczej niedostępnymi dla mnie, a to za sprawą tego, że już za kilka miesięcy na naszej waniliowej wyspie pojawi się nowy mieszkaniec. Mały, być może też złotowłosy, chłopczyk. W związku z tym, podejrzewam, że kolejny wypad, w okrojonym jedynie do naszej dwójki składzie, za jakieś plus minus 5 lat (a i to bardzo optymistyczna wersja, zakładająca ogromne wsparcie bardzo litościwych i pełnych sił dziadków).

Continue Reading

Nad dachami Paryża

Nad dachami Paryża

Bajecznie obudzić się i zastać za oknem fantastyczny paryski widok (przy czym nie mam tu na myśli zupełnie nagiego Francuza, który przechadzał się właśnie, w pozbawionym firan mieszkaniu naprzeciwko naszego, akurat w momencie gdy wyjrzałam przez okno. Biedak na widok mojego aparatu podskoczył i uciekł w głąb pokoju, zakrywając się maleńkim sweterkiem, który naprędce porwał uroczemu bobasowi leżącemu na łóżku obok. Nie powiem, weekend zaczął się ciekawie ;) ).

Continue Reading

TEST: Czy jesteście gotowi na pierwszą podróż z dzieckiem?

TEST: Czy jesteście gotowi na pierwszą podróż z dzieckiem?

Koniec marca to dobry moment, żeby złapać jeszcze jakieś promocyjne bilety na najbliższe wakacje. W związku z tym wiele osób pyta nas kiedy jest najlepszy czas i miejsce na pierwszą podróż z dzieckiem. My na nasz pierwszy wypad wybraliśmy się, gdy nasze Maleństwo miało dwa i pół miesiąca. Odwiedziliśmy wtedy kilka krajów Europy. Czy za wcześnie? Uważam, że to kwestia zależna od indywidualnych odczuć rodziców. Dla niektórych to idealny moment, a dla innych 2/5/7 lat to nadal za szybko, dlatego nigdy nie umiem odpowiedzieć na pytanie o tę idealną porę na wyjazd.

Nie chciałabym jednak pozostawiać pytających mnie osób bez żadnych wskazówek, więc po długim namyśle postanowiłam przygotować krótki test, który być może pomoże zdezorientowanym rodzicom odnaleźć się choć trochę w temacie. Jeśli więc znaleźliście właśnie bilety na koniec świata w super cenie i zastanawiacie się czy to dobra chwila, żeby zdecydować się na tą pierwszą, rodzinną podróż – ten test jest właśnie dla Was :D

PS. Dzięki wielkie Testportal! :)


Niezwykła podróż

Niezwykła podróż

Zabrzmi to co najmniej fanatycznie, ale głęboko wierzę w to co teraz napiszę: pomimo wielu wad, o których się ostatnio mówi, Couchsurfing zmienił moje życie (muszę w końcu kiedyś zrobić o tym osobny wpis). I nie chodzi mi w tym momencie o nieskończone możliwości podróżowania za grosze, jakie oczywiście daje, ale o to co jest dla mnie istotą podróży, czyli szansa na spotkanie ogromu wspaniałych, zupełnie niesamowitych ludzi, których nie poznałabym nigdy, gdyby nie właśnie couchsurfing.org. W ostatni piątek przekonałam się o tym po raz kolejny.

Continue Reading

Zimowy Tel Awiw

Zimowy Tel Awiw

W ciągu pierwszych dwóch dni naszego wyjazdu do Tel Awiwu, zanim dopadła nas przebiegła grypa, zdążyliśmy raczej rzucić okiem na to miasto niż doświadczyć go w pełni, ale cieszymy się, że udało się nam uchwycić w kadrach choć te kilka chwil. Żałujemy trochę, że nie spieszyliśmy się zbytnio. Mocno relaksacyjnym tempem odwiedziliśmy, położony nad rzeką Jarkon, soczyście zielony park, będący największym parkiem w tym mieście, nieśpiesznie włóczyliśmy się zabudowanymi do granic możliwości ulicami, dziwiąc się ogromnie przedziwnym wytworom umysłów tamtejszych architektów, a gdy przyszedł czas na małe co nieco, daliśmy się uwieść smakom kuchni świata, które można tu znaleźć bez najmniejszego problemu, bo ilość knajpek, kawiarenek i restauracyjek jest gigantyczna. Najwięcej czasu jednak spędziliśmy delektując się morzem. A delektować się było czym, bo plaże ciągną się tu aż przez 14 km i bez wątpienia stanowią jeden z największych atutów tego bliskowschodniego Nowego Jorku.  Biorąc pod uwagę, że to plaże miejskie, byliśmy zachwyceni ich fantastyczną kondycją: szerokie, zadbane, rewelacyjnie zagospodarowane, a co najważniejsze: czyste. I ten piasek! Cudownie delikatny, drobny i miękki jak mąka. Myślę, że choćby dla tego wybrzeża warto by tu wrócić choć na kilka dni w okresie letnim, bo wyobrażam sobie jak musi być bosko, gdy wszystko oświetlone jest prażącym słońcem, a woda ma temperaturę znacznie wyższą niż jest potrzeba do „wchodzenia bez bólu”. No nic, tym razem nie mieliśmy zbyt wiele czasu, żeby nacieszyć się tym zakątkiem świata (szczególnie żałujemy, że nie dotarliśmy do Jaffy – jednego z najstarszych portów morskich na świecie), ale mamy plan wrócić tu jeszcze i wycisnąć z niego wszystko co najlepsze. Do ostatniej kropelki :)

Continue Reading

Bez fajerwerków

Bez fajerwerków

Tak bardzo chciałabym napisać o tym, jak wspaniale spędziliśmy czas w Izraelu: jak grzejąc się w promieniach prażącego słońca biegaliśmy po plaży, jak jedliśmy lody i włóczyliśmy się radośnie po mieście, o tym jak było magicznie i cudownie. Ale nie było. Niestety. Tel Awiw nas pokonał. Pierwsze dwa dni, mimo jesiennych temperatur, wiatru i pochmurnego nieba, były naprawdę udane. Rzeczywiście chodziliśmy po mieście, próbowaliśmy pysznych, bliskowschodnich przysmaków i odpoczywaliśmy na zielonej trawie. Sam Sylwester, tak jak się spodziewaliśmy, nie był hucznie obchodzony, więc spędziliśmy fantastyczny, zupełnie nieimprezowy wieczór, ciesząc się oświetloną światłami miasta plażą i słuchając szumu morza. Drugiego dnia wieczorem, sytuacja jednak zmieniła się diametralnie. Pojechaliśmy do naszej couchsurfingowej rodzinki, gdzie początkowo wszystko układało się dobrze – przyjęli nas fantastyczni Noa i Tsahi, z którymi przegadaliśmy całe popołudnie w czasie, gdy czteroletnia Tamara i nasz syn jedyny zajęli się zabawą. W pewnym momencie jednak Maleństwo dziwnie osłabło i chciało iść spać. Zanieśliśmy je do łóżeczka Tamary, a dwie godziny później dostało wysokiej gorączki, która nie opuszczała je przez kolejne dni. Gospodarze dali nam leki na zbicie temperatury (błąd! mogliśmy od razu użyć naszych, przywiezionych z Polski), które niestety spowodowały wymioty. Kolejną dobę spędziliśmy na siedzeniu przy łóżku gorączkującego Maleństwa, a w czasie gdy spało, na rozmowach z naszymi zatroskanymi hostami. Akurat trwał Szabat, więc po doktora nawet nie dzwoniliśmy. Na domiar złego, mała Tamara i Noah następnego dnia też zachorowały. To była grypa. Czuliśmy się z tym wszystkim ogromnie niekomfortowo, ale jednocześnie bardzo wdzięczni, bo w sumie lepiej chyba było chorować w domu u dobrych, pomocnych ludzi, niż w wynajętym pokoju, zdanemu tylko na siebie.

Po dwóch dniach na Couchsurfingu, przenieśliśmy się do kawalerki znalezionej wcześniej na Airbnb. Wyglądała bajecznie, ale ponieważ Izraelczycy raczej nie wyposażają domów w centralne ogrzewanie, wszędzie biło chłodem. Najgorsze jednak było to, że gdy przyszliśmy akurat lał ulewny deszcz i… woda kapała wprost z sufitu na nasze łóżko! Warunki, delikatnie mówiąc, mało sprzyjające powrotowi do zdrowia. Przeciekający sufit był kroplą, która przelała czarę goryczy. Poddaliśmy się. Od razu przebukowaliśmy bilety i jeszcze tej samej nocy (czyli po czterech dniach wyjazdu) wróciliśmy do domu. Lotu chyba nie chcę pamiętać. Obydwoje dostaliśmy wysokiej gorączki i dreszczy, a stewardessa poproszona o pomoc, nie podała nam nic na zbicie temperatury, bo „nie może, przecież nie jest lekarzem”. Całe szczęście Maleństwo, po opowiedzeniu mu chyba stu bajek, zasnęło i mogliśmy skupić się tylko na tym, żeby jakoś dotrwać do końca. Gdy tej nocy wróciliśmy do domu, położyłam się w naszym łóżku jako chyba najszczęśliwsza osoba na świecie. Było ciepło, sucho, Maleństwo spało bezpiecznie obok, a ja myślałam tylko o tym, co dobrego będę mogła jutro przygotować na śniadanie.

Gdzie popełniliśmy błąd? Nie wiem, może to wizyta na Couchsurfingu była powodem choroby. Tamara kilka dni przed naszym przyjazdem chorowała, ale wydawało się, że jest zdrowa, nawet chodziła już do przedszkola. I wątpliwe żeby choroba mogła rozwinąć się tak szybko. A może to kwestia chłodu w domach, albo wietrznej pogody? Pozostaje nam gdybanie. Coś poszło nie tak. Nie każda wyprawa jest cukierkowa, pełna uśmiechów na tle wodospadów i bajkowych zachodów słońca. Nie każda się udaje. Ta była dla nas pierwszą, którą musieliśmy przerwać i mam nadzieję ostatnią. Czy zraziło nas to do podróżowania z dzieckiem? Oczywiście, że nie. Tyle udanych wyjazdów za nami, a grypę przecież można złapać wszędzie, przy czym przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie jak zaradziłabym tak trudnej sytuacji, gdybym była w niej zupełnie sama. Z dwójką chorych maluchów też pewnie byłoby o wiele trudniej. Obecnie zbieram siły. Chwilowo straciłam ochotę na dalekie wyjazdy, ale coś czuję, że ona wróci ze zdwojoną siłą i to nawet szybciej niż sądzę.

 
Najnowsze wpisy
moje macierzynstwo

Dzień Mamy

26 maja 2016
01.Majowka na Cyprze - podroz z dzieckiem

Majówka na Cyprze

15 maja 2016
Cypr - Morze Srodziemne - dziecko w podrozy

Żeby nie schrzanić…

12 maja 2016
01.Nad brzegami Sekwany - Paryz wiosna

Nad brzegami Sekwany

18 kwietnia 2016
10a.Ulice Paryza - Paryzanie

Pierwszy wypad bez Maleństwa, ale nie bez dziecka

11 kwietnia 2016