Wiosna

Wiosna

Z niedowierzaniem patrzę przez okno (u nas dzisiaj deszcz ze śniegiem, a jutro nawet sam śnieg!) i czekam na powrót słonecznej wiosny. Od kiedy jesteśmy we czwórkę, czas skurczył się niemiłosiernie, ale chciałabym znaleźć chociaż kilka chwil, żebyśmy mogli się nią jeszcze pozachwycać. Szczególnie, że dla niektórych to ta pierwsza :)

Polub stronę
Tula

Tula

Z okazji naszej obecności na Targach Turystycznych GLOBalnie, dziś konkurs z wyjątkową nagrodą – przepięknym nosidłem firmy TULA :D

Nosidło jest fantastyczne i powiem szczerze, że my już nie wyobrażamy sobie podróżowania z małymi dziećmi bez niego, więc cieszymy się bardzo, że mamy szansę przekazać jedno w dobre ręce. Aby wziąć udział w konkursie, proszę w komentarzach odpowiedzieć na pytanie: JAKIE BYŁO TWOJE PODRÓŻNICZE MARZENIE W DZIECIŃSTWIE?

Konkurs trwa do zakończenia targów czyli do jutra (niedziela), do godziny 16 :)

Polub stronę
Międzynarodowe Targi Turystyczne GLOBalnie

Międzynarodowe Targi Turystyczne GLOBalnie

Dziś zaczynają się Międzynarodowe Targi Turystyki GLOBalnie w Katowicach. Cieszymy się niesamowicie, bo zostaliśmy zaproszeni, żeby poopowiadać na nich o naszych doświadczeniach w podróżowaniu z dziećmi! Z prezentacją „Gdzie na pierwszą podróż z dzieckiem?”, będziemy w sobotę po 16. Jeśli macie po drodze, a chcielibyście się z nami spotkać, ogromnie zapraszamy :D

PS. A cieszymy się tym bardziej, że mamy nadzieję w końcu być na prelekcji Aleksandra Doby (też sobota, godzina 12) :D

Polub stronę
Nasza mało afrykańska przygoda

Nasza mało afrykańska przygoda

Mauritius to bajka i to bajka szalenie zaskakująca. Lecieliśmy do Afryki, a wylądowaliśmy w Indiach. A właściwie w ich bogatszej wersji. Prawie 70 procent mieszkańców wyspy ma indyjskie korzenie i mimo że ich przodkowie przybyli tu kilka pokoleń temu, wiele kobiet nadal nosi tradycyjne indyjskie stroje, co rusz spotyka się hinduskie świątynie czy kapliczki, budynki wyglądają typowo indyjsko, a restauracje nie tylko serwują indyjskie specjały, ale i często umilają czas klientom bollywodzkimi hitami. Nam nie przeszkadza to zupełnie, bo Indie są nam bardzo bliskie (nie mówiąc już o miłości do indyjskiej kuchni!), a w odróżnieniu od nich, nie ma tu tłumów. Co więcej, nie ma też naganiaczy, namawiaczy i naciągaczy, a jeżeli ktoś zdecyduje się nam jednak coś zaoferować to na „nie, dziękuję” odpowiada „jasne, miłego dnia zatem” i posyła nam uśmiech.

Poza tym, Mauritius to cudowne plaże, soczyście zielona dżungla, wulkaniczne góry i fantastycznie otwarci, pomocni ludzie. Wciąż nie możemy wyjść z zachwytu nad tym miejscem i ze zdziwienia, że dopiero pojawienie się bardzo małego człowieka sprawiło, że po raz pierwszy pomyśleliśmy o tym kierunku, który jest po prostu idealny na wyjazd z dziećmi. Ale o tym już następnym razem, bo teraz czas na zdjęcia – one mówią same za siebie :)

Udało się!

Udało się!

Dawno nic nie pisałam, bo tym razem nie chciałam „zapeszyć”.

Ostatnie w tym roku bilety czarterowe na Mauritius należały do nas. Tych poprzednich nie dało się przebukować, ale odzyskaliśmy część pieniędzy z tego z czego się dało i na cztery dni przed wylotem zdecydowaliśmy się jeszcze raz spróbować. Tym razem Krzyś od dwóch tygodni nie chodził do przedszkola i właśnie kończył antybiotyk, a wyjazd ubezpieczyliśmy. Tak na wszelki wypadek ;)

Żeby nie było tak pięknie, po 3 godzinach lotu, z powodu awarii jednego z silników, nasz samolot zawrócono do Warszawy. Przyznam, że trochę zwątpiliśmy. Po następnych 3 godzinach lotu powrotnego czekały nas 4 godziny na lotnisku i kolejny lot, tym razem już 11 godzinny. Powiem, że było… wesoło, ale myślałam, że będzie nawet gorzej, bo wszystkie maluchy w samolocie miały już naprawdę dość. Zresztą ich rodzice i wszyscy inni również. Mały Olek, mimo troski niektórych współpasażerów o to, że okrutnie go męczymy, zniósł wszystko z uśmiechem ;) Opieka nad Krzysiem to była już bułka z masłem, bo jako już wytrawny podróżnik, był bardzo samodzielny, a my spokojnie mogliśmy skupić się na małym. Teraz śmiejemy się, że baliśmy się jak przetrwamy 11 godzinny lot! Wszystko wydłużyło się do ponad 20 godzin i też jakoś daliśmy radę, więc już żadna trasa nam nie straszna, nawet do Australii :D

Sama wyspa zaskoczyła nas ogromnie. Zdjęć mamy całe mnóstwo i już nie mogę się doczekać, żeby przygotować jakiś większy wpis. Patrząc na szarość za oknem nie mogę uwierzyć, że bajka na tej fotce jest tylko sprzed dwóch dni. Całe szczęście przywieźliśmy masę słońca ze sobą i naładowani nim niesamowicie, przesyłamy je teraz Wam :) :) :)

Bal

Bal

Pierworodny wybiera się na bal przebierańców.

– Krzysiu, z kim będziesz tańczyć?

– z Kubą

– a może z Olą? (sugeruję nieśmiało moją ulubienicę ;) )

– nie, nie lubię małych dziewczyn!

– a lubisz duże?!

– lubię, na przykład ciebie Mamo.

 

Wiele takich chwil Wam życzę, nie tylko na Walentynki  :)

#myboy #ciekawiekiedymuprzejdzie #dlatakichchwilwartobyćmamą

Przez pół świata. Mama z synem w podróży

Przez pół świata. Mama z synem w podróży

W końcu, po trzech tygodniach walki z chorobami, wszyscy jesteśmy zdrowi :) Oj, nie było lekko.

Myślę sobie, że każda mama miewa takie ciężkie chwile, ale niestety nie każda ma je z kim dzielić, dlatego właśnie tak ogromnie podziwiam mamy, zajmujące się dziećmi w pojedynkę. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak ciężko musi być ogarniać wszystko samej, szczególnie jeśli ma się gorszy dzień, masę pracy, a nawet, gdy jest się chorym.

Jakiś czas temu przedstawiłam na blogu cztery historie takich właśnie niezwykłych mam (www.vanillaisland.pl/samotna-mama-w-podrozy). Wiem, że ich przykład stał się niesamowitym wsparciem dla innych, a teraz cieszę się ogromnie, bo niedługo po pojawieniu się tamtego tekstu, jedna z nich napisała książkę! Jeśli macie obok siebie mamę, której jest ciężko, albo przyszłą mamę, bojącą się macierzyństwa i tego, że z pojawieniem się dziecka, być może wszystkie jej plany i marzenia trzeba będzie odłożyć na później (kto wie czy nie na zawsze), a może nawet mamę też niosącą wszystko samodzielnie na własnych barkach – uważam, że ta publikacja jest dla nich. Hania, zabierając niespełna czteroletniego Berniego w półroczną podróż do Afryki i Azji, dała wiele siły i nadziei. W książce udowadnia, że warto marzyć, ale nie tylko – warto, mimo przeciwności losu, marzenia te realizować i co najważniejsze, budować przy tym szczególną więź ze swoim dzieckiem.

Trzymam właśnie w rękach jeden egzemplarz tej wyjątkowej książki i chętnie oddam go w dobre ręce. W związku z tym szybki konkurs!

JAKIE MACIE SZCZEGÓLNE WSPOMNIENIE Z WASZĄ MAMĄ?

(Moje to wyjścia do cukierni na eklerki :) ) Zwycięży jedna odpowiedź. Konkurs trwa do jutra (7.02) do 20.

Czasem słońce, czasem deszcz

Czasem słońce, czasem deszcz

Kiedyś słyszałam, że gorsza od choroby w podróży jest tylko choroba przed podróżą. Teraz i my coś o tym wiemy :( Tydzień temu odleciał nasz samolot na Mauritius, no i niestety, odleciał bez nas. Na kilka dni przed wylotem, obydwa maluchy dostały grypy, a gdy mały Olek, na godzinę przed wyjazdem na lotnisko, zagorączkował do prawie 40 stopni, zrezygnowaliśmy.

To nie była łatwa decyzja. Tyle z tym wyjazdem wiązaliśmy planów, marzeń, nadziei. Jest mi niesamowicie przykro i nadal bardzo przeżywam tą stratę, ale wiem jednocześnie, że za bardzo wiele możemy być wdzięczni. Słyszałam też, że mimo popełnianych błędów, nie ma porażek. Można przegrać, albo się czegoś nauczyć. My nauczyliśmy się przede wszystkim tego, że co najmniej na tydzień przed wyjazdem nie posyła się dziecka do przedszkola i Wam też baaardzo to odradzamy. Swoją drogą, co za ironia losu, że tak bardzo próbując się ustrzec przed chorobami tropikalnymi, zlekceważyliśmy zagrożenie, które było tuż obok. Dodatkowo, podróżując z dziećmi, warto ubezpieczyć wyjazd. Oj warto.

Nie popełnijcie naszych błędów. A my powoli dochodzimy do siebie i nieśmiało zaczynamy znów marzyć…

Czas spakować plecaki!

Czas spakować plecaki!

Mam nadzieję, że weekend zaczyna Wam się miło. My zabieramy się właśnie wielkie pakowanie, a już za kilka dni ktoś tu po raz pierwszy poleci samolotem :D Żarty się skończyły, trzymajcie kciuki, żeby inni pasażerowie nie wyrzucili nas przez okno ;)

Szybki wypad w Tatry

Szybki wypad w Tatry

W ostatni ciepły weekend poprzedniego roku (a to wcale nie tak dawno, bo niecały miesiąc temu!) uznaliśmy, że dojrzeliśmy już do tego, żeby wybrać się w końcu gdzieś we czwórkę i pojechaliśmy w Tatry. Plany nie były specjalnie ambitne, ale nas zupełnie satysfakcjonowały. Z maluchami przeszliśmy przez Dolinę Strążyską, docierając do wodospadu Siklawica oraz wspięliśmy się przez Kalatówki na Halę Kondratową. Starszy Misiaczek dzielnie sam pokonał większość tras, a młodszy teleportował się z miejsca na miejsce, śpiąc słodko w chuście. Odwiedziliśmy też termy (zdecydowaliśmy, że maluszek nie będzie moczył się z nami, więc czas spędzał relaksując się na leżaczku i był z tego niesamowicie zadowolony).

Jak radziliśmy sobie we czwórkę? Całkiem nieźle, chociaż mnie przede wszystkim przerosła ilość bagażu. Zapakowani byliśmy, prawie że do granic możliwości naszego samochodu, a i tak pewnych rzeczy zabrakło.

Continue Reading

 
Najnowsze wpisy

Wiosna

19 kwietnia 2017

Tula

1 kwietnia 2017

Międzynarodowe Targi Turystyczne GLOBalnie

31 marca 2017

Nasza mało afrykańska przygoda

27 marca 2017

Udało się!

16 marca 2017