Co tu dużo mówić

Co tu dużo mówić

Jedni przygotowują wyprawę, inni wyprawkę ;)

Polub stronę
Skała Afrodyty

Skała Afrodyty

Dla niektórych przereklamowane, ale dla mnie, mimo wszystko, jednak jedno z najpiękniejszych miejsc na Cyprze, choć niestety jednocześnie na pewno najbardziej turystyczne. Jedyne zresztą, gdzie momentami otaczały nas tłumy ludzi. Przywiezieni wycieczkowymi autobusami, sporymi grupami przechadzali się po wybrzeżu, żeby zrobić zdjęcia i choć chwilę ucieszyć się widokiem, a potem jechali dalej, robiąc miejsce kolejnym. Nie dziwi mnie to zresztą wcale, bo sceneria jest wyjątkowa, a od Pafos odległa o jedyne 20 minut jazdy samochodem.

A sama skała jak skała. Jest dość spora, ale bez trudu można na nią wejść i rozejrzeć się wokół, co naszemu Maleństwu sprawiło akurat największą frajdę (jak można się spodziewać, przy schodzeniu nie było już tak wesoło, ale czego nie podejmie się syn pod troskliwymi skrzydłami ukochanego taty ;) ). Mnie jednak poza skałą, która fantastycznie wzbogaca i urozmaica morski krajobraz, cieszyła przepiękna plaża. Pełna gładkich, różnokształtnych kamieni, otoczona turkusowym morzem i skalistymi wzgórzami. Szkoda tylko, że nie mieliśmy szczęścia do pogody i deszcz wygonił nas z niej tak szybko. Gdyby nie to, pewnie zostalibyśmy na dłużej, prowadząc jak zwykle walkę z nieubłaganie mijającym czasem i wypełniając przy tym kartę aparatu jeszcze większą ilością chwil uchwyconych w tym miejscu, bo – jakkolwiek beznadziejne sentymentalnie to nie brzmi – coś czuję, że może już za kilka lat, to one będą dla mnie najcenniejszą pamiątką z tego rozdziału naszego życia… :)

02a.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

03.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

07.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

05.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

04.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

06.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

08.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

09.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem.

10.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

13.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem.

14.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem.

11.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem.

12a.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem.

15.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem.

Polub stronę
Góry Troodos

Góry Troodos

Plotki głoszą, że na Cyprze są też góry. Wybraliśmy się w nie na jeden dzień, żeby upewnić się, że istnieją, połazić trochę po szlakach i odwiedzić ukryte w nich maleńkie, kamienne miasteczka oraz klasztory. Tak jak się spodziewaliśmy, krajobrazy były często skaliste i wysuszone na wiór, ale co nas zaskoczyło, w wielu miejscach również fantastycznie zielone, zupełnie jak nasze Beskidy. Przeszliśmy się oczywiście do wodospadu Millomeris, który jest najwyższym wodospadem na Cyprze (jakże to szumnie brzmi, tym bardziej, że w tym wypadku to tylko 15 metrów ;) ). Samochodem można dojechać do parkingu odległego od niego o kilka minut drogi piechotą, ale my zdecydowaliśmy się całe szczęście na dłuższą, niespecjalnie wymagającą, a bardzo przyjemną trasę. Jej początek znajduje się po prawej stronie głównej drogi w miejscowości Platres, jakieś 200 metrów na północ od kościoła Faneromenis. Szlak początkowo schodzi w dolinę, a potem biegnie wzdłuż rzeki i wspina się znów do góry, żeby ostatecznie zejść w dół do wodospadu. Chwilami jest nawet dość stromo, ale trasa przygotowana jest doskonale i szczerze mówiąc, co nadal mnie dziwi, nasze Maleństwo, idąc nią bawiło się lepiej niż na wszystkich odwiedzonych przez nas plażach.

Wybraliśmy się też do maleńkiego miasteczka Omodos (zamieszkuje je niewiele ponad 300 osób), gdzie w ramach obiadu zamówiliśmy tradycyjne meze, które polecił nam uśmiechnięty właściciel rodzinnej restauracyjki znajdującej się przy głównym placu. Meze okazało się być ogromną ilością wielu rodzajów przekąsek, które podane na tackach i w miseczkach zajęły cały stół, ale przede wszystkim były to różne mięsa, co w efekcie nasyciło nas na wiele godzin. Nawet Piotrka ;) Sama miejscowość, choć niewielka, ma w sobie mnóstwo uroku. W jej centrum znajduje się świetnie zachowany klasztor, a wąskie, kamienne uliczki wypełniają sklepiki z różnego rodzaju rękodziełem (przede wszystkim z koronkami), miejscowym winem (z możliwością degustacji przed zakupem!) i słodyczami.

Potwierdzamy zatem, że rzeczywiście na Cyprze, poza plażami z folderowych zdjęć, są też góry, więc jeśli macie już dość upałów, piasku i słonej wody to jak najbardziej warto się w nie wybrać, może nawet na trochę dłużej niż tylko jeden dzień.

02.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

03.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

06a.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

05.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

04.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

07.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

08.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

09a.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

10b.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

11.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

12.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

13b.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

14.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

15.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

16.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

17a.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

18.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

Polub stronę
Kyrenia

Kyrenia

Po dość długim namyśle, postanowiliśmy wybrać się też na północną, podległą Turcji, część Cypru. O ile darzę Turcję i jej mieszkańców bardzo ciepłymi uczuciami, to jednak czuliśmy się nie do końca fajnie, mając świadomość, że północna część wyspy ma podobną historię jak obecnie Krym. Nie mieściło nam się w głowach, gdy Cypryjczycy pytani o przekraczanie granicy z Turcją i możliwości poruszania się po północnej części wyspy, odpowiadali, że mimo najszczerszych chęci nic nam nie doradzą, bo nigdy tam nie byli. Granicę przekroczyliśmy w końcu w Astromeritis (Nikozja byłaby jednak lepszym wyborem!). Nie potrzebowaliśmy wizy, a uśmiechnięci Panowie po obejrzeniu naszych dowodów, choć nie było nikogo poza nami, z niewiadomych przyczyn przetrzymali nas jakąś godzinę, a potem wpuścili. Warto podkreślić, że w jednej z granicznych budek musieliśmy kupić ubezpieczenie na wynajęty samochód (20 euro za 3 dni), bo to zakupione na południu, na północy nie obowiązuje.

Nasze pierwsze wrażenia, szczerze mówiąc, nie były najlepsze. Droga, którą jechaliśmy, wiodła przez okolice biedne, zniszczone, zabudowane głównie kasynami i klubami nocnymi. Pojawiające się czasem domy też wyglądały nieciekawie. Kiedy zaczęłam myśleć, że przejazd na drugą stronę nie był chyba jednak najlepszym pomysłem, dojechaliśmy do Kyrenii, która w stu procentach zrekompensowała nam pierwsze, raczej mało wesołe odczucia.

I to właśnie Kyrenia okazała się być najbardziej uroczym miastem, które odwiedziliśmy na Cyprze. Jej największym atutem okazał się być cudowny port z fortem i masą prześlicznych jachtów. Do tego fantastyczne budynki i uliczki, tureckie smaki (gorąco polecamy Halil Ibrahim Sofrasi!) oraz przyjaźni ludzie. Mieliśmy też ogromne szczęście, trafić przez Airbnb na przepiękne mieszkanie, którego balkon znajdował się tuż nad sercem miasta, czyli właśnie nad portem. Spędziliśmy na nim cudowny czas, gdy prowadząc długie rozmowy przy zimnej lemoniadzie przyglądaliśmy się przechodniom, słuchaliśmy muzyki z pobliskich restauracyjek i po prostu chłonęliśmy portowy klimat miasteczka, co myślę, stało się głównym powodem, dla którego tak bardzo spodobało nam się to miejsce.

Poza samym miastem, piękna jest też jego okolica. Mimo, że Kyrenia znajduje się nad morzem, niestety w jej centrum nie ma dostępu do żadnej plaży, za to te odległe o kilkanaście minut drogi samochodem są jak z bajki. Żałuję ogromnie, że nie udało dotrzeć na czas do pobliskiej perełki – zamku St. Hilarion, bo gdy dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że gród znajduje się na terenie bazy wojskowej i nie można go odwiedzać po godzinie 17. To chyba jedyne negatywne zaskoczenie, które spotkało nas w Kyrenii. Poza tym miasto i okolica super fajne, więc jeśli zwiedzając Cypr zastanawiacie się czy tam wybrać, to przestańcie już i jedźcie koniecznie! :)

02.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

04.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

03.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

05.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

06.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

07.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

08.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

09.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

10.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

11.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

12.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

13.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

14.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

15.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

Półwysep Akamas

Półwysep Akamas

Bardzo szybko po przylocie do Pafos zorientowaliśmy się, że to nie jest jedno z tych miast, które jakkolwiek nas zachwyca. Miejsce mało autentyczne, bardzo turystyczne, z masą hoteli, restauracji, deptaków, a co gorsza, z szarymi, wyglądającymi jakby były w trakcie remontu, plażami. Już po pierwszym wieczorze postanowiliśmy poszukać czegoś bardziej wartego uwagi i następnego dnia wybraliśmy się na, odległy o niecałe 50 km, Półwysep Akamas. Ten wypad uświadomił nam jak niewielką wyspą jest Cypr, choć przejechanie tak niedługiego w sumie dystansu, ze względu na wąskie drogi, wiodące w większości przez górki i wioski, zajęło nam prawie półtorej godziny! Zresztą, poza kwestią dróg, widać było, że Cypryjczycy, raczej rajdowcami nie są, więc zrelaksowaliśmy się i dostosowaliśmy do lokalnych prędkości.

Continue Reading

Dzień Mamy

Dzień Mamy

Chciałabym, żeby macierzyństwo było jak chwila złapana w tym słonecznym kadrze. Moje w większości niestety nie jest. Zamiast radosnej zabawy nad bajecznie błękitnym morzem, podczas gdy pachnący, ciepły wiatr rozwiewa włosy, często przypomina raczej wyprawę z ciężkim plecakiem w góry. I to bynajmniej nie w nasze pagórkowate Beskidy, ani nawet nie w trochę wyższe Tatry, a bardziej w same Himalaje. Sporo czasu zasuwa się pod górę w pocie czoła, nie widząc nawet końca tej mordęgi (gdy ktoś mówi, że sama przecież tego chciałam, przyznaję – tak, chciałam – co nie znaczy, że kocham ciężkie podejścia), a chwile jak ta ze zdjęcia są miłymi wypłaszczeniami z pocztówkowymi widokami, czy polankami, na których można choć trochę poleżeć w trawie i złapać oddech, ciesząc się pachnącym wiatrem i zimnym napojem z plecaka.

Najbardziej w tym wszystkim obawiam się jednak nie tego, ile jeszcze drogi przede mną, ale tego, że macierzyństwo przypomina wyprawę w góry, chyba nawet bardziej z jeszcze innego powodu: bo czy gdy osiąga się szczyt, nagle, w jakiś magiczny sposób, wspomnienie drogi nie wydaje się być super frajdą, a jedyną myślą kołaczącą się w głowie nie jest „ja chcę jeszcze raz!”?

Wszystkim cudownym mamom, dźwigającym codziennie swój plecak na ten najpiękniejszy szczyt, od którego zdobycia dużo wspanialsza jest sama droga, życzę dużo siły, jak najmniej stromych podejść i wielu słonecznych chwil, które czynią całą tę przedziwną ekspedycję wartą zachodu.

Wspaniałego dnia :)

Majówka na Cyprze

Majówka na Cyprze

Pomysł wyjazdu na Cypr pojawił się spontanicznie, oczywiście w związku z tanimi biletami w tym kierunku. Alternatywą była Malta, na której też nigdy wcześniej nie byliśmy i nawet nie myśleliśmy, że moglibyśmy chcieć się tam wybrać, ale ostatecznie terminy lotów na Cypr pasowały nam bardziej. Mimo, że wpisy blogerów podróżujących rodzinnie, którzy byli tam tuż przed nami: Podróże Hani oraz Na koniec mapy, bardzo zachęcały, nie spodziewaliśmy się zbyt wiele i pewnie dlatego spotkało nas tam tyle pozytywnych zaskoczeń, więc jeśli ktoś spyta mnie czy wyjazd na Cypr na majówkę jest dobrym pomysłem, odpowiem, że jak najbardziej!

Continue Reading

Żeby nie schrzanić…

Żeby nie schrzanić…

Kochałam w dzieciństwie takie chwile. Może nie nad niemożliwie błękitnymi cypryjskimi wodami, ale nad Bałtykiem, czy na Mazurach. Oczywiście z rodzicami. Cały rok czekałam na te wspólne wyjazdy. W chwilach jak ta, zastanawiam się na co on będzie czekał, gdy już zacznie marzyć (a może już zaczął?), gdzie zechce się wybrać, gdy dorośnie. Może gdzieś na koniec świata, a może właśnie… nigdzie. A co jeśli uzna, że wszędzie już był, więc nic go teraz nie zaskoczy, nie ucieszy? To nasza rola, żeby zainteresować go światem, pokazać, że jest ciekawszy niż ekran smartfona, a może nawet uchronić go przez znudzeniem i zblazowaniem, które zdarza mi się obserwować u, wydawać by się mogło, najszczęśliwszych ludzi na ziemi. I gdy siedzę tak tuż za nim, przesypując w dłoniach rozgrzany słońcem piasek, nie przestaję myśleć: jak to u licha zrobić?!

Nad brzegami Sekwany

Nad brzegami Sekwany

Po obejrzeniu jednego z moich ulubionych filmów „Przed Zachodem Słońca”, który jest drugą częścią chyba najciekawszej romantycznej trylogii świata, postanowiłam sobie, że jeśli kiedyś będę w Paryżu, to koniecznie na dłuższy moment wybiorę się nad Sekwanę. Marzyłam, żeby prowadząc szalenie intelektualne rozmowy przyglądać się przecinającym ją mostom, pływającym po niej łodziom i ludziom, którzy na co dzień żyją nad jej brzegami. Zresztą, zawsze gdy jestem w mieście przez które płynie coś większego od strumyka, niesamowicie mnie tam ciągnie. Może to dlatego, że mieszkam w górach i czas nad wodą był dla mnie zawsze czasem najlepszym, wyczekanym, bo wakacyjnym, a może mam jakiś specyficzny gen, tak czy inaczej drzemie we mnie wieczna tęsknota do wpatrywania się w wodę. Choćby i miejską. Ta, płynąca przez centrum Paryża – powiedzmy sobie szczerze – na pewno do krystalicznie czystych i pachnących lasem nie należy, ale zupełnie nie przeszkadzało nam to spędzić nad nią całkiem romantycznych chwil.

Przejść się z Najlepszym Na Świecie Kompanem brzegiem Sekwany, pomachać wspólnie nogami nad jej wodą, bez pośpiechu posłuchać ulicznego grajka i patrząc na zachód słońca spróbować paryskich pieczonych kasztanów… to właśnie jest moje szczęście :)

Continue Reading

Pierwszy wypad bez Maleństwa, ale nie bez dziecka

Pierwszy wypad bez Maleństwa, ale nie bez dziecka

W Paryżu mieliśmy zaszaleć we dwoje, a wyszło jak zwykle ;) Całonocne imprezy, nowe smaki, śmierdzące sery, a przede wszystkim fantastyczne francuskie wina okazały się być atrakcjami raczej niedostępnymi dla mnie, a to za sprawą tego, że już za kilka miesięcy na naszej waniliowej wyspie pojawi się nowy mieszkaniec. Mały, być może też złotowłosy, chłopczyk. W związku z tym, podejrzewam, że kolejny wypad, w okrojonym jedynie do naszej dwójki składzie, za jakieś plus minus 5 lat (a i to bardzo optymistyczna wersja, zakładająca ogromne wsparcie bardzo litościwych i pełnych sił dziadków).

Continue Reading

 
Najnowsze wpisy
wyprawka dla dziecka

Co tu dużo mówić

21 lipca 2016
01.Skala Afrodyty - kamienista plaza - Cypr z dzieckiem

Skała Afrodyty

10 lipca 2016
01.Gory Troodos - Omodos -Wodospad Millomeris - Cypr z dzieckiem

Góry Troodos

4 lipca 2016
01a.Kyrenia - Girne - Cypr z dzieckiem

Kyrenia

21 czerwca 2016
01.Polwysep Akamas - Cypr z dzieckiem

Półwysep Akamas

6 czerwca 2016