podróż

Jak zorganizować wyjazd na Mauritius

Jak zorganizować wyjazd na Mauritius

Początkiem tego roku, przytłoczeni zimnem, deszczem i kolejnymi chorobami, polecieliśmy szukać słońca do Afryki. To była nasza pierwsza wyprawa na ten kontynent, a do tego pierwsza z dwójką dzieci (mały Olek miał wtedy pół roku), więc wybór miejsca nie był przypadkowy. Na Mauritius zdecydowaliśmy się, kierując się przede wszystkim tym, że jest to kraj pod wieloma względami bezpieczny, praktycznie nie ma tam malarii, ani innych tropikalnych chorób, a co za tym idzie, nie obowiązują nas żadne szczepienia. Są tam natomiast rajskie plaże, turkusowa woda, zielone dżungle, indyjskie świątynki i cudowne jedzenie. A to, co w ogóle zwróciło naszą uwagę na tę wyspę, to fakt pojawienia się, chyba po raz pierwszy, bezpośrednich lotów na Mauritius z Polski i co więcej, były to loty w przystępnej cenie. Ale po kolei.

Lot

Znaleźliśmy na stronie biletyczarterowe.r.pl. Połączenie, czarterowane przez biuro Rainbow, było bezpośrednie, na czym przy pierwszej, tak dalekiej wyprawie z dwójką dzieci, bardzo nam zależało. Dreamliner, który obsługuje ten kierunek, był bardzo wygodny, pachniał świeżością, a my dostaliśmy miejsca z przodu, z większą ilością przestrzeni i podwieszanym łóżeczkiem dla malucha. Szukaliśmy lotu koniecznie z tą opcją, bo Olek jeszcze nie siedział i nie wyobrażaliśmy sobie prawie 11 godzinnej przeprawy z nim na kolanach. Dodatkowo, lot był obsługiwany przez samolot polskich linii lotniczych, więc filmy i bajki można było oglądać w języku polskim (jeśli ktoś, nie podróżujący na przykład z dwójką dzieci, miałby ochotę ;) ). A co do kosztów – szukając połączenia warto śledzić tę stronę, bo wraz ze zbliżającym się terminem wylotu, ceny spadają do naprawdę bardzo promocyjnych (widzieliśmy nawet za 1100zł w dwie strony!), ale nie można też przegiąć, ponieważ ktoś inny może nas ubiec i jeśli zostanie niewiele miejsc to bilety mogą podrożeć, albo po prostu znikną.

Wiza

Nie była nam potrzebna, bo obywatele Polski są z niej zwolnieni do 90 dni. Co jednak ważne, trzeba mieć bilet powrotny, a na lotnisku wymagane jest podanie adresu pobytu na wyspie.

Noclegi

Wyszukaliśmy przez booking.com. Wybór jest ogromny, a ceny od kilkudziesięciu do kilku tysięcy złotych za noc. Co kto woli ;) My mieliśmy dwa tygodnie, więc zarezerwowaliśmy dwa miejsca – jedno na północy, a drugie na południu. Wyspa jest mała (ma tylko 65 km długości), więc jednodniowe wypady można robić wszędzie, ale ze względu na niewielką ilość dróg  tworzą się spore korki, a nie warto przecież tracić czasu w raju :D Żadnych konkretnych noclegów nie polecimy, bo były przyzwoite, ale nie szałowe, a rezerwując odpowiednio wcześniej znajdziecie pewnie lepsze.

Transport

Na wyspie możecie skorzystać z transportu publicznego – jest tam bardzo dobrze rozwinięta sieć autobusów. Ale… my nie zdecydowaliśmy się na to, choć ceny biletów to wydatek raczej groszowy, ponieważ nie uśmiechało nam się stanie z niemowlakiem w upale i czekanie na autobus, który ma dość nieokreślony rozkład jazdy. Gdybyśmy byli we dwójkę, to jak najbardziej, ale jadąc z dziećmi zdecydowaliśmy się wypożyczyć samochód, bo dawał nam dużą swobodę i pozwalał dopasować okresy dłuższych przejazdów do czasów drzemek malucha. Wypożyczalni znajdziecie mnóstwo. Ja naszej nie polecam, bo była naprawdę słaba. I wiadomo – z im większym wyprzedzeniem poszukacie, tym większy będziecie mieć wybór i szanse na dobrą cenę. Przy jednorazowych przejazdach możecie też zdecydować się na taksówkę, po wyspie jeździ ich sporo, a koszt jest taki, jak wynegocjujecie. (Czasem istnieje możliwość wynajęcia samochodu od właścicieli pensjonatu, w którym śpicie. Ceny są bardzo atrakcyjne, ale pojawia się problem ubezpieczenia.)

Kuchnia

Śniadania i kolacje przygotowywaliśmy sami, zaopatrując się w świetnie wyposażonych (szczególnie we francuskie i indyjskie produkty!) marketach, w których znajdziecie też wszelkie potrzebne artykuły dla dzieci (słoiczki, kaszki, pieluchy), w zaskakującej różnorodności. Jeżeli natomiast chodzi o obiady… to jest naprawdę bajka. Kuchnia Mauritiusa zaskoczyła nas ogromnie na plus. Jest tam pokaźny wybór restauracji serwujących kuchnię indyjską, chińską, europejską i afrykańską.

Z miejsc, które gorąco polecamy, na pewno:
W okolicy Trou aux Biches – restauracja Souvenir (kuchnia typowo maurytyjska): lokalizacja przy głównej drodze nie zachęca, ale stosunek jakości do ceny naprawdę rewelacyjny, znajdziecie ją na rogu Royal Road i  Trou aux Biches Road.
W mieście Mahébourg – Saveurs de Shin (kuchnia chińska): skrzyżowanie Rue de Suffren i Rue de Labourdonnais.
Również w Mahébourg – Le Vielle Rouge (kuchnia maurytyjska): cudowne owoce morza, na skrzyżowaniu Rue de Hangard i Rue des Mares.
I w tym samym mieście jeszcze La Belle Creol (kuchnia maurytyjska): położona jest nad jeziorkiem, bardzo przyjemnie urządzona, znajduje się  przy drodze Costal Road z Mahebourgu na Pointe d’Esny.
W okolicy Gris Gris – Chez Roy (kuchnia maurytyjska), tuż przy parkingu z widokiem na plażę.
W mieście Surinam – Gren Palm Restaurant (kuchnia indyjska): mają tam fantastyczny naan, znajdziecie na skrzyżowaniu Costal Road i Bhunjun.
W mieście Flic en Flac – Ah-Youn (kuchnia chińska): znajdziecie ją na Costal Road, na północ od skrzyżowania z Ave Des Crecerelles.
W Parku Casela – Le Mirador (kuchnia maurytyjska): przepiękny widok, dobre jedzenie, co jest w sumie bardzo nietypowe dla restauracji znajdującej się w parku rozrywki!
Okolice Cap Malheureux –  Helena’s Cafe (bardzo przyjemna kawiarenka z przekąskami): przy głównej drodze, biegnącej przy nadbrzeżu, naprzeciw kościółka z czerwonym dachem.

Na wyspie traficie też na food trucki, serwujące potrawy kuchni świata (szczególnie polecamy indyjskie samosy, które kupić można prawie wszędzie), świeże owoce (szczególnie fantastyczne są malutkie ananasy i kokosy) oraz marnej jakości lody.

Uff, to chyba już wszystko w kwestii organizacji. Nie zapomnijcie jeszcze tylko o ubezpieczeniu! Koniecznie kupcie zdrowotne, a ewentualnie też kosztów podróży. Zalecałabym też zabrać ze sobą buty ochronne do kąpieli, bo można trafić na jakąś paskudę. Jeśli macie pytania, piszcie w komentarzach.  A o tym, co zobaczyć i które plaże odwiedzić, postaram się napisać jeszcze osobny post :)

Polub stronę
Niech żyją wakacje!

Niech żyją wakacje!

Nasz ostatni wyjazd znowu na południe. Tym razem nie wyszliśmy poza wakacyjne trendy i tak jak chyba większość mieszkańców naszego pięknego kraju (a przynajmniej takie mieliśmy wrażenie ;) ), odwiedziliśmy Chorwację i kilka innych miejsc, po drodze do niej.

Po raz kolejny daliśmy się zachwycić. Oczywiście, że były upały. I tłumy. I wysokie ceny. Ale… może dlatego, że dzieciaki są takie małe i podróż z nimi ma zupełnie inny wymiar, było magicznie. Pięknie, upalnie, wakacyjnie i magicznie. Były kamienne uliczki, turkusowa woda, soczysta zieleń i chłodne jeziorka. Były lody jedzone kilogramami, małe stópki, stąpające po historycznych miastach, spanie pod namiotem, zbieranie szyszek i siedzenie w wodzie tak długo, aż usta zrobiły się zupełnie fioletowe, a lodowate rączki nie mogły już dłużej budować z kamieni przybrzeżnych tam i jeziorek. Była też masa uśmiechów, pisków radości przy chlapaniu wodą, zaskoczonych spojrzeń, gdy padają ciekawskie pytania i chwile wzruszeń, gdy mogliśmy obserwować budującą się relację naszych maluchów, które wśród wybuchów śmiechu, próbują rozbawić siebie nawzajem.

I chociaż nie zabrakło też cięższych chwil, było wyjątkowo :)

Polub stronę
Pozdrowienia z gorącego południa

Pozdrowienia z gorącego południa

Wiele osób pyta co u nas słychać i kiedy kolejny wpis. Wiem, że dawno nic nie pisałam, ale to nie dlatego, że zapomniałam o blogu. W żadnym razie! Po prostu nie nadążam. Z wpisami, z dziećmi, z codziennością i w ogóle z życiem. Zmęczenie daje mi cholernie w kość. Donoszę jednak, że żyjemy, mamy się dobrze i wierzę, że ten wpis wreszcie powstanie :) A pisać jest o czym. Czas na podróże w końcu zawsze się znajdzie (gorzej może być z funduszami czy urlopem ;) ). Przesyłamy zatem masę uśmiechów z gorrrącego kraju, z którego właśnie wróciliśmy :) Zgadniecie gdzie to?

Polub stronę
Międzynarodowe Targi Turystyczne GLOBalnie

Międzynarodowe Targi Turystyczne GLOBalnie

Dziś zaczynają się Międzynarodowe Targi Turystyki GLOBalnie w Katowicach. Cieszymy się niesamowicie, bo zostaliśmy zaproszeni, żeby poopowiadać na nich o naszych doświadczeniach w podróżowaniu z dziećmi! Z prezentacją „Gdzie na pierwszą podróż z dzieckiem?”, będziemy w sobotę po 16. Jeśli macie po drodze, a chcielibyście się z nami spotkać, ogromnie zapraszamy :D

PS. A cieszymy się tym bardziej, że mamy nadzieję w końcu być na prelekcji Aleksandra Doby (też sobota, godzina 12) :D

Nasza mało afrykańska przygoda

Nasza mało afrykańska przygoda

Mauritius to bajka i to bajka szalenie zaskakująca. Lecieliśmy do Afryki, a wylądowaliśmy w Indiach. A właściwie w ich bogatszej wersji. Prawie 70 procent mieszkańców wyspy ma indyjskie korzenie i mimo że ich przodkowie przybyli tu kilka pokoleń temu, wiele kobiet nadal nosi tradycyjne indyjskie stroje, co rusz spotyka się hinduskie świątynie czy kapliczki, budynki wyglądają typowo indyjsko, a restauracje nie tylko serwują indyjskie specjały, ale i często umilają czas klientom bollywodzkimi hitami. Nam nie przeszkadza to zupełnie, bo Indie są nam bardzo bliskie (nie mówiąc już o miłości do indyjskiej kuchni!), a w odróżnieniu od nich, nie ma tu tłumów. Co więcej, nie ma też naganiaczy, namawiaczy i naciągaczy, a jeżeli ktoś zdecyduje się nam jednak coś zaoferować to na „nie, dziękuję” odpowiada „jasne, miłego dnia zatem” i posyła nam uśmiech.

Continue Reading

Udało się!

Udało się!

Dawno nic nie pisałam, bo tym razem nie chciałam „zapeszyć”.

Ostatnie w tym roku bilety czarterowe na Mauritius należały do nas. Tych poprzednich nie dało się przebukować, ale odzyskaliśmy część pieniędzy z tego z czego się dało i na cztery dni przed wylotem zdecydowaliśmy się jeszcze raz spróbować. Tym razem Krzyś od dwóch tygodni nie chodził do przedszkola i właśnie kończył antybiotyk, a wyjazd ubezpieczyliśmy. Tak na wszelki wypadek ;)

Żeby nie było tak pięknie, po 3 godzinach lotu, z powodu awarii jednego z silników, nasz samolot zawrócono do Warszawy. Przyznam, że trochę zwątpiliśmy. Po następnych 3 godzinach lotu powrotnego czekały nas 4 godziny na lotnisku i kolejny lot, tym razem już 11 godzinny. Powiem, że było… wesoło, ale myślałam, że będzie nawet gorzej, bo wszystkie maluchy w samolocie miały już naprawdę dość. Zresztą ich rodzice i wszyscy inni również. Mały Olek, mimo troski niektórych współpasażerów o to, że okrutnie go męczymy, zniósł wszystko z uśmiechem ;) Opieka nad Krzysiem to była już bułka z masłem, bo jako już wytrawny podróżnik, był bardzo samodzielny, a my spokojnie mogliśmy skupić się na małym. Teraz śmiejemy się, że baliśmy się jak przetrwamy 11 godzinny lot! Wszystko wydłużyło się do ponad 20 godzin i też jakoś daliśmy radę, więc już żadna trasa nam nie straszna, nawet do Australii :D

Sama wyspa zaskoczyła nas ogromnie. Zdjęć mamy całe mnóstwo i już nie mogę się doczekać, żeby przygotować jakiś większy wpis. Patrząc na szarość za oknem nie mogę uwierzyć, że bajka na tej fotce jest tylko sprzed dwóch dni. Całe szczęście przywieźliśmy masę słońca ze sobą i naładowani nim niesamowicie, przesyłamy je teraz Wam :) :) :)

Czas spakować plecaki!

Czas spakować plecaki!

Mam nadzieję, że weekend zaczyna Wam się miło. My zabieramy się właśnie wielkie pakowanie, a już za kilka dni ktoś tu po raz pierwszy poleci samolotem :D Żarty się skończyły, trzymajcie kciuki, żeby inni pasażerowie nie wyrzucili nas przez okno ;)

Szybki wypad w Tatry

Szybki wypad w Tatry

W ostatni ciepły weekend poprzedniego roku (a to wcale nie tak dawno, bo niecały miesiąc temu!) uznaliśmy, że dojrzeliśmy już do tego, żeby wybrać się w końcu gdzieś we czwórkę i pojechaliśmy w Tatry. Plany nie były specjalnie ambitne, ale nas zupełnie satysfakcjonowały. Z maluchami przeszliśmy przez Dolinę Strążyską, docierając do wodospadu Siklawica oraz wspięliśmy się przez Kalatówki na Halę Kondratową. Starszy Misiaczek dzielnie sam pokonał większość tras, a młodszy teleportował się z miejsca na miejsce, śpiąc słodko w chuście. Odwiedziliśmy też termy (zdecydowaliśmy, że maluszek nie będzie moczył się z nami, więc czas spędzał relaksując się na leżaczku i był z tego niesamowicie zadowolony).

Jak radziliśmy sobie we czwórkę? Całkiem nieźle, chociaż mnie przede wszystkim przerosła ilość bagażu. Zapakowani byliśmy, prawie że do granic możliwości naszego samochodu, a i tak pewnych rzeczy zabrakło.

Continue Reading

Tatry

Tatry

Właśnie minął się ostatni jesienny weekend. Dla nas wyjątkowy, bo udało nam się po raz pierwszy wyjechać we czwórkę! :) Wszyscy bardzo już czekaliśmy na jakiś, choćby krótki wyjazd, ale plaże z prażącym słońcem odłożyliśmy na razie na później i wybraliśmy się w Tatry. Mały Misiaczek, mimo naszych obaw, czuł się świetnie i śpiąc spokojnie w chuście, przemierzał górskie szlaki. Starszy natomiast wędrował już sam, zadziwiając nas niesamowicie swoją wytrwałością. W ostatnich miesiącach obserwowaliśmy jak odnajduje się w nowej sytuacji, jak bardzo się zmienia, poważnieje. Nagle w naszych oczach przestał być dzidziusiem, za którego, ja w szczególności, go uważałam. Teraz widzę jak wiele już potrafi, ile rozumie, czego udało nam się go nauczyć, a co niestety zawaliliśmy i przede wszystkim, że choć jest jeszcze bardzo małym chłopczykiem, to jednak wiele już za nami.

Rovinj

Rovinj

Do Rovinj wybraliśmy się przypadkowo, ze względu na konferencję Piotrka. Nie mam pojęcia dlaczego nie byliśmy tam wcześniej. Mieszkamy na południu Polski i przejazd tam zajął nam dziesięć godzin, podczas gdy nad Bałtyk jedziemy około ośmiu. Miasteczko okazało się być prześliczne, a ze względu na to, że jest niewielkie i położone nad morzem, po prostu idealne na taki kilkudniowy wypad. Całe szczęście zdążyliśmy jeszcze przed sezonem turystycznym, więc mogliśmy spokojnie włóczyć się sennymi, kamiennymi uliczkami i być jednymi z nielicznych gości małych restauracyjek czy kawiarenek.

Continue Reading

 
Najnowsze wpisy

Jak zorganizować wyjazd na Mauritius

25 września 2017

Niech żyją wakacje!

18 września 2017

Pozdrowienia z gorącego południa

23 maja 2017

Wiosna

19 kwietnia 2017

Tula

1 kwietnia 2017