podróż

Slow travelling

Slow travelling

Nie da się ukryć, że w Londynie masę czasu spędziliśmy w tamtejszych parkach (których wybór zresztą jest ogromny!) i na znajdujących się w nich placach zabaw. W końcu, nawet podróżując, musimy brać pod uwagę potrzeby wszystkich członków naszej rodziny (a szczególnie tych, którzy głośno się o to upominają ;) ). Nie spiesząc się nigdzie, ku uciesze Maleństwa, przesiadywaliśmy zatem leniwe godziny, gawędząc sobie w otoczeniu zieleni i karmiąc prawie że oswojone wiewiórki. Taka właśnie jest nasza nowa jakość podróżowania: bez pośpiechu, bez presji, ale za to z dużą dawką uśmiechów, rozmów i refleksji. Można by nawet hipsterko nazwać ją terminem slow travelling (tym bardziej, gdy delektując się wiosennym słońcem, popija się jednocześnie sprzedawaną tuż za rogiem pachnąca latte :D ).

Continue Reading

Polub stronę
Brighton

Brighton

Brighton, wbrew temu co sugerowałby poprzedni wpis (kilka osób zwróciło mi uwagę, że zdjęcia z plaży były i szaro-bure i chłodne), jest miastem pełnym barw. Mnóstwo w nim sympatycznych knajpek, maleńkich sklepików z rękodziełem i szalonych artystów, przechadzających się ulicami w odjechanych strojach. Jakby tego było mało, tuż przy plaży znajdują się niemożliwie słodkie, kolorowe domki. Widziałam takie już kiedyś na zdjęciach i bardzo chciałam zobaczyć je na żywo. W końcu się udało, z tą różnicą, że nie znalazłam ich pod malowniczym, skandynawskim fiordem, jak sobie wyobrażałam, ale na angielskim wybrzeżu kanału ;)

Continue Reading

Polub stronę
Wpuszczeni w kanał

Wpuszczeni w kanał

W czasie wypadu do Londynu wybieramy się do odległego, o jedynie godzinę drogi pociągiem, Brighton. Miasto jest super klimatyczne, ale my odwiedzamy je przede wszystkim dlatego, że jest tu wybrzeże kanału La Manche. Cóż, nad morzem jest zawsze świetnie, nawet jeśli jest tylko kanałem ;) Nie wiem, jest coś takiego… może to ten szeroki horyzont i wiążąca się z nim wizja nieograniczonych możliwości. Mimo zimna, wiatru i kamienistej plaży czujemy się tu rewelacyjnie i chielibyśmy zostać na dłużej, o wiele dłużej i może nawet wcale już nie wracać do Londynu…

Continue Reading

Polub stronę
Camden Market

Camden Market

ócząc się po Londynie, trafiliśmy na Camden Market – super klimatyczne miejsce, słynące z ciekawie ozdobionych budynków, sklepów z najróżniejszymi, wyrabianymi ręcznie cudami, ale przede wszystkim z fantastycznego ulicznego jedzenia! Można tu spróbować smaków z całego chyba świata: angielskie fish and chips (ryba z frytkami nie brzmi nawet w połowie tak dobrze ;) ), hiszpańska paella, włoskie spaghetti na sto sposobów, tajski pad thai i co tylko jeszcze chcecie. Postanowiliśmy się nie ograniczać i próbować wszystkiego po trochu. No, me wyjątkowo odrobinę więcej z naszej ukochanej kuchni azjatyckiej :D Oj, gdybym mieszkała w Londynie, byłabym tu częstym gościem!

Continue Reading

Pierwsze spojrzenie na Londyn

Pierwsze spojrzenie na Londyn

Po super udanym locie (Maleństwo było najprawdziwszym aniołkiem!) dotarliśmy do Londynu. Gdy byliśmy tu kilka lat temu, miasto zrobiło na nas, szczerze mówiąc, raczej mało przyjemne wrażenie i z tego powodu unikaliśmy go szerokim łukiem. Wybraliśmy je na cel naszego kolejnego wypadu właściwie z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że zaprosiła nas tu nasza Przyjaciółka, z którą już od dawna chcieliśmy się spotkać, a drugi, bardziej przyziemny – latają tu tanie linie lotnicze, więc bilety kosztowały nas grosze. Londyn, wbrew prognozom, wita nas świetną pogodą. Poza tym wszystko jest szalenie angielskie: klimatyczne uliczki, urocze drzwiczki do jeszcze bardziej uroczych, ceglanych kamieniczek, czerwone autobusy, a nawet szare wiewiórki, no i najważniejsze – kilka dni temu, pojawiło się tu nowe, książęce dziecię, o którego płci informuje napis na górującej nad miastem wieży. Jak nam się tu podoba? Tym razem bardzo. Nie wiem czy dlatego, że Londyn się zmienił, czy może my jesteśmy już inni. Starzy jacyś czy coś ;)

Continue Reading

W końcu spakowani. Udanej majówki! :)

W końcu spakowani. Udanej majówki! :)

Polska to brzydki kraj

Polska to brzydki kraj

Takie słowa słyszę dość często od moich znajomych. Znajomych Polaków oczywiście. W końcu nasze miasta takie szare, morze zimne, góry niskie, a ludzie brzydcy. Ostatnio jednak, odwiedził nas bliski znajomy, który jest zupełnie innego zdania. Powiedziałabym nawet, że wręcz tryska entuzjazmem, w sprawie tego jak wygląda nasz kraj. Gdy siedzieliśmy w niewielkiem knajpce, na naszym bielskim rynku, już po wypiciu pierwszego piwa, zaczął nas przekonywać:  „Wiecie co? Wakacyjna podróż po Stanach wyleczyła mnie ze wszystkich kompleksów. Zupełnie nie rozumiem dlaczego większość ludzi myśli, że Polska jest beznadziejna, a wszędzie poza nią jest lepiej. Mam wrażenie,  że sami nawzajem sobie to wmawiamy. Byłem ostatnio w Gdańsku i nie mogłem uwierzyć – przepiękne miasto, powiedziałbym nawet, że to taki nasz mały Amsterdam. Wrocław? Rozwija się tak szybko, że po pół rocznej nieobecności ciężko go rozpoznać. W Warszawie budują świetnie zapowiadający się Warsaw Spire, który w końcu może zupełnie zmienić wizerunek naszej stolicy. Coraz lepiej prezentują się też mniejsze miejscowości. Zobaczcie – tu, w Waszym mieście, jest tyle wspaniałych architektonicznie budynków! Oczywiście większość trzeba odnowić, ale te już odnowione prezentują się rewelacyjnie. Do tego fenomenalne Mazury, malownicze Bieszczady, Tatry… Naprawdę, niedługo nie będzie po co jechać za granicę! A powiedzcie, czy widzieliście kiedyś Dolinę Chochołowską, w czasie, gdy kwitną w niej krokusy?!” Kurcze, głupia sprawa, nie widzieliśmy. Objechaliśmy świat dookoła, a krokusów w Chochołowskiej, do której mamy 2 godziny drogi, nie widzieliśmy… Postanowiliśmy nie być już dłużej ignorantami i nadrobić tę niewybaczalną zaległość, więc gdy w zeszłym tygodniu pojawiła się pierwsza wiadomość o krokusach, zebraliśmy się i pojechaliśmy. Jak było? Chyba nie muszę pisać. NIGDY, NIGDZIE nie widziałam czegoś takiego. I powiedzcie mi, gdzie znajdę drugą taką polanę? Chyba nawet fioletowa krówka Milka, hasająca po bawarskiej alpejskiej polance, nie byłaby takim zjawiskiem ;)

Continue Reading

Cieszyn

Cieszyn

Podczas gdy w górach pierwsze krokusy i przebiśniegi nieśmiało wychylają główki spod resztek topniejącego śniegu, w miastach wiosnę widać już bardzo dobrze. My pierwszą tak ciepłą sobotę postanowiliśmy spędzić w słonecznym Cieszynie. Chyba nikogo nie muszę przekonywać jak fantastyczne jest to miejsce. Maleństwo zaznało miejskich przyjemności typu karmienie gołębi, gubienie się w krętych uliczkach, czy podjadanie smakołyków w klimatycznych kawiarenkach. Mimo że to nie Singapur, mam wrażenie, że bawiło się równie dobrze ;)

Continue Reading

Lot do Singapuru

Lot do Singapuru

Kilka lat temu, w jakimś innym życiu gdy byliśmy jeszcze we dwoje, wybraliśmy się w naszą pierwszą podróż do Azji. Bilety, z wielomiesięcznym wyprzedzeniem kupiliśmy w Qatar Airways. Po doświadczeniach związanych jedynie z tanimi lotami w Europie, byliśmy zachwyceni: rewelacyjne jedzenie, super wygodne fotele, miła obsługa, do tego ekran z milionem filmów i mnóstwo gadżetów. Wszystko było idealne, ale… cały lot zakłóciła obecność jednego małego człowieka, kilka rzędów przed nami. Maluch miał jakieś dwa lata i darł się jak opętany. Nie wiem jak to możliwe, ale płakał CAŁY lot. Siedem nieskończenie długich godzin. Jego umęczona mama nosiła go na rękach, przytulała, karmiła – zestresowana i oblana potem robiła wszystko co mogła, ale nic, kompletnie nic nie pomagało. Możecie sobie wyobrazić atmosferę panującą wśród pasażerów… Najlepsze jest to, że dosłownie 30 sekund po lądowaniu, wyczerpany dzieciak zapadł w sen. Przeżyliście coś podobnego? Powiem szczerze, że to wspomnienie do dziś wywołuje u mnie przerażenie. Nie wiem dlaczego ten mały tak płakał: był chory, coś go bolało, a może po prostu nie mógł zasnąć? Nie mam pojęcia jak zachowałabym się będąc w sytuacji tej biednej matki, otoczona niechęcią pasażerów z płaczącym dzieckiem na ręku. Po kilku tego rodzaju przeżyciach postanowiłam dołożyć wszelkich starań, żeby takiej sytuacji uniknąć i udało się! Dzielę się zatem naszym doświadczeniem, z nadzieją, że i Wam się uda :)

Continue Reading

Singapur-pożegnanie

Singapur-pożegnanie

Z wysp Parhentian lecimy już prosto do Singapuru, gdzie tym razem korzystamy z kanapy przesympatycznego Filipińczyka – Johna. Mamy cały tydzień żeby nacieszyć się miastem. Odwiedzamy dzielnice Chinatown, Little India, przeogromne ZOO i oczywiście słynne ogrody „Gardens by the Bay”. Singapur powala nas po raz kolejny. To państwo-miasto jest dla nas częścią świata przyszłości (czasem patrzę w górę na wieżowce i zastanawiam się, czy za chwilę nie zobaczę na latającym pojeździe jakiegoś uciekiniera z rodziny Jetsonów Hanny-Barbery ;) ). Z jednej strony sztuczny i plastikowy, z drugiej tak rzeczywisty, bo tętniący życiem ponad pięciu milionów ludzi, których tak liczna obecność na ulicach, w metrze, w knajpkach jest porażająca. Marzę o tym, żeby kiedyś tu zamieszkać, być choć przez chwilę częścią tego pełnego zapachów i kolorów azjatyckiego świata, ale się boję, że będąc tu na co dzień zupełnie umknie mi jego magia. Zobaczymy co przyniesie przyszłość, ale mam ogromną nadzieję, że w najgorszym wypadku wrócimy tu jeszcze nie raz.

Continue Reading